Duch w obłokach

samolot (1)Kenneth Bacon, weteran II. wojny światowej i doświadczony pilot, w słoneczny dzień 1976 roku leciał swoim sportowym samolotem Starduster II z Oklahomy do Kansas. Ze stacji meteorologicznej w Tulsa otrzymał informację, że pogoda w ciągu najbliższych godzin nie zmieni się. Kiedy jednak był w połowie drogi do celu, w atmosferze zaczęło się dziać coś tajemniczego.

Najpierw na zewnątrz samolotu temperatura nieoczekiwanie spadła prawie o dziesięć stopni, a Bacon poczuł w całkowicie hermetycznej kabinie chłodny powiew na szyi. Obejrzał się zdziwiony, ale nic szczególnego nie zauważył. Również czujniki w kabinie pokazywały, że hermetyzacja nie została naruszona.

A tymczasem czyste do tej pory niebo szybko zaczęło zasnuwać się gęstymi, czarnymi chmurami. Nie to było jednak najdziwniejsze. Na wprost przed sobą, kilka metrów od samolotu, pilot wyraźnie zobaczył dziewczynę w lekkiej, białej sukience, która uśmiechała się do niego i przyjaźnie machała ręką! Będąc najwyraźniej pod wpływem silnej hipnozy, Bacon zaczął za nią podążać.

Pogoda wciąż się pogarszała, silne uderzenia wiatru rzucały samolotem na boki. Pilot skupił się na prowadzeniu, a kiedy znowu uniósł oczy od pulpitu zobaczył, że sylwetka dziewczyny majaczy już dosyć daleko, ale wciąż przyzywa go do siebie. Minęło kilka sekund i zjawa zniknęła, a na jego miejscu, jak dziura wyrwana w czarnej ścianie, pojawił się błękitny prześwit przez chmury.

Martwe lotnisko

Kenneth Bacon skierował samolot w to przejście, przeleciał przez nie i zobaczył w dole ogromnych rozmiarów lotnisko, całkowicie mu nieznane. W zasadzie przerażające chmury i porywiste wiatry pozostały w tyle i można było bez przeszkód kontynuować lot do Kansas. Jednak Bacon dziwnie jakoś ucieszył się na widok lotniska, jakby przebywał w powietrzu nie godzinę, a kilka dni i skierował samolot do lądowania. Jednocześnie rzucił okiem na mapę, próbując według współrzędnych określić swoje położenie.

Dziwne, ale na mapie tego lotniska nie było. A dokładniej – było i nazywało się Habit Field, ale znajdowało się dziesięć mil dalej na północ. Kartograf coś pokręcił, czy błąd w druku? Nie było czasu do namysłu. Widząc wieżę kontroli lotów, Bacon próbował nawiązać z nią łączność, jednak na żadnej częstotliwości nie uzyskał odpowiedzi. Wtedy postanowił przelecieć koło wieży, aby się przekonać, czy go zauważyli, ale i to nie dało rezultatu.

Wymarli wszyscy, czy co?” – pomyślał Bacon i skierował się na pas do lądowania. Kiedy tylko koła dotknęły betonowej płyty, zrozumiał, że coś jest nie w porządku. Z licznych szczelin na pasie wystawały długie źdźbła trawy i chwasty. Zaniedbania na tak dużym lotnisku wydawały się wręcz nieprawdopodobne. Wieża kontrolna, do której wszedł po wylądowaniu okazała się pusta. Wszystkie przyrządy były wyłączone i pokryte grubą warstwą kurzu. Nigdzie nie widać było żadnego ruchu, żadnych śladów ludzi.

Przeszedł przez kilka hangarów, które stały otworem. Wszędzie pełna cisza – ani samolotów, ani ludzi. Kenneth Bacon przeżył wojnę, nie raz bywał w śmiertelnych opałach, ale na widok tego miejsca ogarnął go strach. Wszystko na tym lotnisku było martwe i upiorne.

Dopiero teraz, jakby wyszedł ze stanu hipnozy, zadał sam sobie pytanie: „A po co ja właściwie wylądowałem na tym upiornym lotnisku?” Wlazł do swojego Stardustera i wystartował, kierując się na najbliższe „żywe” lotnisko, które według jego wiedzy znajdowało się w Lyon.

Drut w kole

drut w koleZnajomy mechanik, któremu po wylądowaniu Bacon opowiedział o swoich przygodach na ziemi i w powietrzu, długo kiwał głową ze współczuciem zanim powiedział: „Masz szczęście, że wróciłeś stamtąd żywy! Tam nikt nie ląduje. Dziwne rzeczy się tam dzieją.

Przed wylotem w dalszą trasę, zgodnie z wyrobionym przez lata nawykiem, Bacon postanowił obejrzeć samolot. Kiedy doszedł do tylnej części maszyny, ze zdziwieniem odkrył, że z opony tylnego koła wystaje długi drut.

Właściwie coś takiego nie mogło się zdarzyć: drut przebił na wylot koło, które było wykonane z bardzo wytrzymałej gumy o grubości dziesięciu centymetrów. Takiej gumy nie przebije kula, nie da się też wbić w nią najostrzejszego gwoździa! A tutaj kawałek miękkiego drutu, dającego się łatwo wyginać, przeszedł przez koło, jak przez masło.

Sam Bacon nie potrafił tego wyjaśnić i postanowił przekonsultować zdarzenie ze specjalistami. Technicy z Lyon zobaczywszy takie cudo tylko rozłożyli ręce. Próbowali wyciągnąć drut, a kiedy się to nie udało, wymienili je na nowe, uszkodzone sfotografowali i … życzyli Baconowi szczęśliwego lotu. Nawiasem mówiąc, koło, które przekazał do ekspertyzy do Kansas, gdzieś zaginęło.

Z pieczęcią „Ściśle tajne”

Minęły lata, ale Kenneth Bacon nie zrezygnował z prób rozwiązania zagadki lotniska Habit Field. Zaczął szukać ludzi, którzy kiedyś tam pracowali. W końcu mu się powiodło, jednak kobieta, która dała o sobie znać, nie była zbyt rozmowna i powiedziała tylko, że Habit Field, to była baza wojskowa, obecnie teren prywatny.

Nieco później kolega Bacona, dziennikarz z zawodu, wykopał w starych rocznikach gazet ciekawą i tragiczną historię o dziewczynie, która w latach sześćdziesiątych zginęła w locie doświadczalnym akurat nad lotniskiem Habit Field. Czy to nie jej ducha spotkał Bacon na wysokości kilkuset metrów? Kiedy zobaczył fotografię dziewczyny, zrozumiał, że to właśnie ona była jego pilotem na tajemnicze lotnisko.

Nie mniej sensacyjne okazały się dla Bacon’a odkryte w wojskowych archiwach zdjęcia upiornego Habit Field, wykonane w różnym czasie przez rożnych ludzi. Okazało się, że zdjęcia nie były identyczne.

Budowle i pasy startowe na zdjęciach w niewyjaśniony sposób zmieniały swoje położenie. Zmianie ulegała również lokalizacja samego lotniska! W końcu prywatnym śledztwem Kenneth’a Bacon’a zainteresowały się amerykańskie specsłużby. Po kilku rzeczowych rozmowach poradzono pilotowi raz na zawsze zapomnieć o Habit Field, aby uniknąć kłopotów.

W 1985 roku Habit Field ogłoszono strefą zamkniętą, niedostępną dla cywilów. Grupa badaczy zajęła się rozwiązaniem zagadki tajemniczego lotniska. Początkowo informacje o badaniach po trochu przeciekały do prasy, ale kiedy okazało się, że jedni uczeni zaginęli na lotnisku w niewyjaśnionych okolicznościach, a inni zaczęli umierać jeden po drugim, sprawę całkowicie utajniono. Dziennikarzom, podobnie jak wcześniej Bacon’owi, poradzono nie wtrącać się w nie swoje sprawy. Od tej pory nie było żadnych nowych wiadomości o upiornym lotnisku…

(wg „Ghosts of the Air: True Stories of Aerial Hauntings”)
Rating: 5.0/5. From 3 votes. Show votes.
Please wait...
Tagi: , , ,