Sweeney Todd – Balwierz Morderca

Sweeney Todd jest postacią autentyczną, chociaż jego życie wydaje się zupełnie nieprawdopodobne.

Często jest uznawany za legendę, przez osoby, które nie są w stanie sobie wyobrazić, jakim cudem można popełniać zbrodnie przez wiele lat, a mimo wszystko nie zostać wykrytym, jako morderca. Todd był wręcz wirtuozem w swojej działalności. Jego historię powtarzano przez kilka wieków, więc może ona zawierać trochę domysłów, lub być lekko podkoloryzowana. Ale zacznijmy od początku…

Sweeney Todd urodził się prawdopodobnie w 1748 roku, kiedy zaczynała się era tabloidów i tanich powieści o strasznych zbrodniach. Pisma tylko czekały na jakąkolwiek większą sprawę kryminalną, która mogłaby im zapewnić tłumy czytelników.

Rodzina Todda nie należała do tzw. „dobrych” – przynajmniej ze względów wychowawczych, ponieważ o ich charakterach nie wiemy wiele. Znany jest jednak fakt, że zarówno ojciec, jak i matka nie stronili od alkoholu, oraz nie dysponowali żadnym dużym majątkiem, więc Sweeney Todd nie miał raczej łatwego dzieciństwa. Chłopiec musiał od małego pracować w firmie tekstylnej. Nie było to ani ciekawe, ani łatwe zajęcie dla młodego człowieka.

Pewnego dnia rodzice Todda zaginęli. Niestety ówczesne realia nie były w żaden sposób sprzyjające dla ubogich ludzi, więc nie należy się spodziewać, że ktokolwiek faktycznie przyłożył się do poszukiwań małżeństwa. Syn Toddów również nie mógł od tego momentu liczyć na znaczną poprawę warunków życiowych. Był raczej zaradnym dzieckiem, ale szybko został aresztowany za kradzież i skazany na odsiadkę w Newgate. Więzienia tak samo wtedy, jak i obecnie rządzą się swoimi twardymi prawami. Najsłabsze osoby często nie radzą sobie z życiem w tych ośrodkach, ale Todd w jakiś sposób wpasował się w środowisko i przetrwał. Został nawet pomocnikiem tamtejszego cyrulika, czyli kogoś w rodzaju golibrody, pielęgniarza i lekarza od drobnych problemów naraz. Wydawało się nawet, że chłopak może wyjść na prostą, jeżeli uzyska godne warunki życia na wolności.

Było to jednak mylne założenie, ponieważ wizyta w więzieniu nie zmieniła złodzieja, a nawet nauczyła go nowych technik, które praktykował w zakładzie balwierskim.

figaro_barbero_sevillaPo opuszczeniu Newgate, Sweeney Todd założył własny zakład na ulicy Fleet Street pod numerem 186 (wciąż istnieją nawet dokumenty mówiące, że faktycznie działy się pod tym adresem mrożące krew w żyłach rzeczy…), a doświadczenie nabyte podczas odsiadki pozwoliło mu sprawnie prowadzić interes. Prac wbrew pozorom nie była prosta, ponieważ wymagała znajomości wielu schorzeń, oraz przynajmniej podstawowej wiedzy anatomicznej. Balwierze często przeprowadzali zabiegi takie, jak puszczanie krwi, czy wyrywanie zębów. Nikogo nie dziwiło, gdy właściciel zakładu pojawiał się w okolicy w poplamionym krwią ubraniu, ponieważ jego zawód wymagał niestety brudzenia się. Balwierze używali raczej metod ludowych, niż czysto medycznych.

Todd prowadził swój zakład profesjonalnie. Klienci doceniali jego umiejętności, o czym mogła świadczyć bogata galeria usuniętych zębów i innych tego rodzaju niecodziennych pamiątek w witrynie zakładu. Widok niekoniecznie dobrze komponował się ze stojącym zaraz obok kościołem Św. Dunstana, ale właśnie ten budynek, czy raczej znajdujące się pod nim katakumby są kluczowe w tej historii.

Dlaczego Sweeney Todd zaczął zabijać?

Wydaje się, że chciał zemścić się na ludziach z wyższych sfer. Kiedy był dzieckiem, właśnie takie osoby żyły w pozornym szczęściu, w czasie gdy jego rodzina cierpiała biedę. Bogaci zazwyczaj patrzyli na biedaków z pogardą, ponieważ nie mieli pojęcia, jak ciężkie życie tamci wiedli.

Wyższe sfery żyły w hermetycznie zamkniętym i wyidealizowanym świecie. Nie miały pojęcia, czym są trudy życia. Tą sytuację świetnie oddaje cytat z rozmowy Marii Antoniny i jednego z dworzan, kiedy pod oknami pałacu odbywał się protest ludu:

  • Dlaczego tak wyją pod oknem?
  • Nie mają chleba
  • Nie mają chleba? To niech jedzą ciastka!

Przyszła królowa nie miała na myśli nic nieuprzejmego. Zwyczajnie nie wiedziała, że protestujący ludzie są głodni i nie mają środków do życia. Zaproponowała jedzenie ciastek, ponieważ we Francji istniał wtedy przepis, mówiący, że gdyby skończyło się pieczywo, ciastka należy sprzedać po jego cenie. W każdym razie, dość wyraźnie widzimy tu różnicę między światami podzielonymi przez pieniądze. Prości ludzie musieli podnosić bunty (często krwawe), żeby uzyskać jakąkolwiek pomoc.

Sweeney Todd poszedł trochę inną drogą. Jego życie było już prawie ułożone, ale przeszłość domagała się zemsty.

balwierzBalwierz zamontował w gabinecie fotel z zapadnią. Wykorzystując rozciągające się pod budynkiem korytarze katakumb, stworzył prawie idealną pułapkę. Kiedy klient wchodził i siadał na miejscu, Todd podchodził do niego, nie wzbudzając żadnych podejrzeń. Czy rozcinał gardła „pacjentom”, jak było to pokazane w ekranizacji jego historii? Prawdopodobnie tak. Gdyby tylko zrzucał ich w dół przez zapadnię, szansa na przeżycie i wydanie balwierza byłaby zbyt wielka.

Klienci byli łatwymi ofiarami. Brzytwy nie sposób przecież zatrzymać, kiedy już tnie arterię, a krew zaczyna lać się strumieniem, szybko pozbawiając sił ofiarę. Todd wiedział jak ciąć, żeby możliwie ograniczyć ślady morderstwa. Swoich zbrodni dopuszczał się też bardzo ostrożnie – wybierał tylko część klientów – tą część, której nikt miał nie szukać po „zaginięciu”. Zaraz obok zakładu była przecież komenda policji. Nie wolno było popełnić nawet najmniejszego błędu.

Pomimo nietypowego hobby, Todd nie zawsze stronił od ludzi. Po jakimś czasie od otwarcia biznesu, poznał wdowę Margery Lovett, z którą zaczęły go łączyć bliskie stosunki.

Nie wiemy w jakich okolicznościach balwierz-morderca wtajemniczył ukochaną w swoje praktyki, ale kiedy zostali wspólnikami, kupił jej piekarnię (Todd nieźle wzbogacił się na łupach pochodzących od ofiar), dzięki której mógł pozbywać się części ciał.

Piekarnia tak, jak zakład balwierski miała połączenie z katakumbami. Todd korzystając ze swojej wiedzy anatomicznej, wycinał ze zwłok fragmenty nadające się do spożycia, jako mięso i dyskretnie dostarczał je Margery. W XVIII wieku w sklepach często brakowało mięsa. Było ono więc bardzo drogie i czasem „ratowano się” podrobami zwierząt innych, niż te hodowane na rzeź. Ochłapy serwowane w barach nie były zwykle smaczne, ponieważ zawierały np. części, które w naszych czasach podaje się co najwyżej psom.

Trudno się dziwić sukcesowi piekarni pani Lovett. Ludzkie mięso jest właściwie czyste. Mówi się też, że posiada niezłe walory smakowe (chociaż ciężko powiedzieć od kogo ta informacja pochodzi). W tym przypadku było też właściwie darmowe, więc można było zainwestować trochę więcej w pozostałe składniki pasztecików, do produkcji których je wykorzystywano.

Życie Todda i jego kochanki stało się wręcz piękne. Byli dość majętni, żeby żyć bez obawy o przyszłość, a ich działalność kryminalna ciągle nie wychodziła na światło dzienne. I pewnie żyliby tak do końca swoich dni, gdyby okoliczni mieszkańcy nie zaczęli w końcu skarżyć się na dziwny smród wydobywający się z katakumb…

Sprawa potoczyła się szybko. Śledczy odszukali źródło zapachu – stosy świeżych ciał, z częściowo usuniętymi wnętrznościami w ciemnych korytarzach, pod zakładem znanego balwierza. Bez trudu połączono fakty. Miasto wpadło w histerię. Klienci zakładu zaczęli zdawać sobie sprawę, w jak wielkim niebezpieczeństwie byli, a do klientów piekarni powoli docierało, jaki skład miały paszteciki, które wcześniej kupowali. Sprawa zakończyła się dla Todda tragicznie, ale pani Lovett uniknęła wyroku.

I tak kończy się historia jednego z najsławniejszych morderców w historii, który stał się wręcz legendą.

Rating: 4.3/5. From 8 votes. Show votes.
Please wait...