Na Półwyspie Kolskim między Umbozierom i Łowozierom leży masyw górski nazywany Łowozierskimi Tundrami. Widziany z kosmosu przypomina ogromną podkowę albo literę „C”, w której centrum znajduje się perła – Sejdoziero.Mapka Z tym jeziorem związane są różne legendy i opowieści o niewyjaśnionych zjawiskach. Uważa się, że jest to jedno z głównych „miejsc siły” na terenie Rosji.

W języku Saamów, pradawnych mieszkańców tych terenów, nazwa jeziora „Sejdjawr” oznacza „Jezioro Górskich Duchów”. Saamowie uważali jezioro za święte i każdego roku odprawiali rytuał składania ofiar przy „sejdach” – osobliwych kamieniach, w których mieszkały duchy. W ogromny „czum”, czyli spiczastą jurtę, znoszono bogate dary dla bogów. Wśród tych ofiar trafiały się też samorodki złota. Wojownicy norweskiego króla Haakona Starego spalili świątynię, ale miejscowym szamanom udało się wynieść wszystkie świętości i zatopić w jeziorze.

Olbrzym Kujwa    

Olbrzym KujwaJak głosi starodawna legenda, zły olbrzym o imieniu Kujwa przez długi czas napadał na osiedla Saamów. Wreszcie ludzie poprosili o pomoc swoich bogów. Bogowie Saamów spalili olbrzyma błyskawicami i od tej pory na skale Angwundasczorr – najwyższej górze tundry, pozostało odbicie przypominające postać człowieka o wysokości ok. 72 m. Współczesne badania wykazały, że liczne przypadki korozji i wietrzenia skały, w osobliwy sposób ominęły ten starożytny wizerunek. Ta trudna nazwa oznacza w saamskim języku po prostu „Góra z piaszczystym zboczem” (ang – zbocze, wuntas – piasek, czorr – grzbiet górski).

Zaginięcia turystów w niepojętych okolicznościach

  • Pod koniec lat 50 ubiegłego stulecia zaczęły przybywać tutaj grupy turystów i alpinistów. Alpiniści marzyli o wejściu na szczyt Angwundasczorr, ale nikomu jeszcze nie udało się go zdobyć. Jedno z podejść zakończyło się śmiercią dwóch bardzo doświadczonych wspinaczy. Po tej tragedii pisano w miejscowej prasie, że pozostali alpiniści w panice uciekali z doliny, pozostawiając ciała zmarłych towarzyszy i ekwipunek. Później nie potrafili logicznie wytłumaczyć swego zachowania. Mówili, że kiedy w szczelinie skały mignęła im jakaś sylwetka, natychmiast ogarnęło ich takie przerażenie, że myśl była tylko jedna – uciekać!
  • Latem 1965 r. w dolinie bez śladu zaginęła grupa czterech turystów. Szukano ich aż do mrozów. Początkowo udało się ustalić miejsce postoju, gdzie leżał porzucony namiot, plecaki i osiem par porwanych butów. Następnie ratownicy natknęli się na ogryzione przez lisy resztki ciał. Przyczyny śmierci nie ustalono.
  • PrzeleczKilka lat później w dolinie znaleziono zwłoki 11 turystów. Według wersji oficjalnej, wszyscy zatruli się grzybami…
  • Na jednej z przełęczy w pobliżu Sejdoziera nie tak dawno zginęło 4 turystów. Doświadczeni, wysportowani młodzi ludzie leżeli pojedynczo na odcinku od przełęczy do najbliższego osiedla. Ostatni przebiegł siedem kilometrów i padł dwieście metrów od najbliższego domu, gdzie miał nadzieję znaleźć ratunek. Oznak przemocy na ciałach nie znaleziono, ale na wszystkich twarzach zastygł grymas przerażenia. Dookoła, według relacji wystraszonych miejscowych, odciśnięte były ślady nie podobne do ludzkich i zbyt duże na człowieka…

 

Wersje wydarzeń

Na dzień dzisiejszy badacze wysuwają trzy podstawowe hipotezy, które próbują wyjaśnić zdarzenia w tym regionie.

  • Pierwsza z nich głosi, że gdzieś w tundrze znajduje się skryte źródło cieplnej energii, którego w latach 20 ubiegłego wieku poszukiwała ekipa Aleksandra Barczenki. Ta energia może oddziaływać na ludzki organizm i psychikę, wywołując na przykład zmienne stany świadomości, a nawet śmierć.
  • Druga wersja związana jest z żyjącym w tundrze Yeti. Według rozeznania znanego kryptozoologa Jewgienija Frumkina, właśnie Śnieżny Człowiek jest bohaterem dawnych podań o olbrzymie Kujwie. Samemu Frumkinowi zdarzało się słyszeć w tundrze krzyk tajemniczej istoty i czuć na sobie jej spojrzenie. Miał przy tym bardzo nieprzyjemne uczucie przejmującego strachu. Raz nawet widział ślad ogromnej stopy, która musiałaby należeć do niewiarygodnie dużego człowieka.
  • Ostatnią wreszcie wersje przedstawił znany badacz meteorytów Władimir Stepałdykin. Twierdzi on, że dolina w tundrze stanowi krater po uderzeniu meteorytu. Ten gość z kosmosu zawierał w sobie mikroorganizmy, które zdołały przeżyć upadek i zaczęły rozmnażać się w warunkach zlodowacenia.

Kiedy trasy turystyczne i alpinistyczne zostały w Łowozierskiej tundrze zamknięte, nie powstrzymało to licznych „dzikich” turystów do szukania mocnych wrażeń w tym tajemniczym kraju. Pojawiają się też pracujący „na czarno” paleontolodzy, szukający starożytnych artefaktów oraz poszukiwacze meteorytów. Tylko w ostatnich dziesięciu latach w dolinie nad Sejdozierom przepadło bez wieści około stu osób.

Tajemnicze i dramatyczne wydarzenia na Półwyspie Kolskim przypominają tragedię grupy Diatłowa, która miała miejsce na Północnym Uralu. Bezludne pustkowia, dzika przyroda i nagle paniczny strach, i śmierć… Czy tajemnice tych pięknych północnych krain zostaną kiedyś wyjaśnione?         

Rating: 5.0/5. From 2 votes. Show votes.
Please wait...
Może zainteresuje cię również: