„Ognista śmierć” I Tajemnica „Czarciego Legowiska”

Fenomen samospalenia, czyli „Spontaneous human combustion” (w skrócie SHC), znany jest od wieków, doczekał się wielu badań i jeszcze większej liczby teorii, które próbują go wyjaśnić. Odejdźmy na chwilę od reakcji chemicznych, elektryczności i piorunów kulistych, jako hipotetycznej przyczyny tego zjawiska. Zauważono bowiem, że „ognista śmierć” dosięga ludzi w anomalnych strefach, gdzie naruszany jest naturalny bieg czasu. Oto przykład sprzed 25 lat:

mary-on-fireIstnieje w Rosji na granicy obwodu Saratowskiego i Wołgogradzkiego (niedaleko miasta Żyrnowska) tajemnicze miejsce, nazywane przez okolicznych mieszkańców „Czarcim legowiskiem”. Krąży o nim niemało legend. A zagadkowe zdarzenie, które miało tam miejsce w październiku 1990 roku, tylko pogłębiło złą sławę tej anomalnej strefy.

Dwóch pastuchów przypadkowo znalazło się na zboczu wzgórza, które według miejscowych wierzeń należy omijać z daleka. Czując zmęczenie, postanowili trochę tu odpocząć. Jeden z nich przysiadł na kamieniu, a drugi odszedł, żeby uspokoić spłoszone czymś zwierzęta. Minęło kilka minut. Nic poza beczeniem owiec nie zakłócało ciszy. Wróciwszy od stada, pastuch zamiast swojego towarzysza ujrzał tylko zwęglone zwłoki…

Zanim milicja i lekarze dotarli do miejsca zdarzenia, minęły cztery godziny. W tym czasie na miejscu zgromadzili się już mieszkańcy pobliskiej wioski. Spalone ciało zdążyli przełożyć na wóz, z którego przeniesiono je do karetki pogotowia. Relacje naocznych świadków były zadziwiające: według nich, odzież zmarłego zachowała się nienaruszona, podczas gdy ciało spłonęło doszczętnie.

Można oczywiście uznać tę osobliwą historię za wymysł. Tyle tylko, że w archiwach komisji zajmującej się zbieraniem i analizą informacji o anomalnych zjawiskach przyrody znajdują się dziesiątki świadectw o zagadkowych samospaleniach ludzi. Przypomnijmy kilka przykładów:

  • Berliński Leksykon z 1843 roku wspomina o żonie niejakiego Mille, która spłonęła we francuskim mieście Reims w 1725 r. Męża oskarżono nawet o zabójstwo i próbę spalenia ciała dla zatarcia śladów zbrodni. W toku śledztwa ustalono jednak, że „miało miejsce samozapalenie”.
  • Czasopismo Gentleman’s Magazine z czerwca 1731 roku pisało o tajemniczej śmierci hrabiny Bandi. Zostały z niej tylko głowa i obie nogi na kupce popiołu, cztery stopy od łóżka. Ani podłoga, ani pościel nie nosiły śladów ognia.
  • W odczycie doktora Bertholl’a dla „Towarzystwa Medyczno-chirurgicznego” można znaleźć wzmiankę o kobiecie, którą znaleziono spaloną w jej mieszkaniu. Według słów świadka, ciało wyglądało tak, jakby przebywało w piecu hutniczym, ale wokół wszystko było zachowane w dobrym stanie. Zdarzył się to w sierpniu 1869 roku. Autor artykułu podkreślał, że poszkodowana nie wydała ani jednego krzyku, nie wołała o pomoc – lokatorzy sąsiednich mieszkań niczego nie słyszeli.
  • Najbardziej znany jest chyba przypadek samospalenia Mary Reeser z Plorydy, z 1951 roku, o którym była już wzmianka.

We wszystkich tych przypadkach można zauważyć osobliwe podobieństwa: zagadkową wybiórczość płomieni, pożerających ludzkie ciało i praktycznie pomijających otaczające przedmioty, a także niepojętą bierność ofiar, nie próbujących się ratować, wołać o pomoc, choćby zmienić położenie ciała.

Współczesny czytelnik podobnych opowieści, sceptycznie nastawiony do wszelkich zjawisk anomalnych, będzie miał z pewnością gotową wersję zdarzeń: ktoś kogoś zamordował i, zacierając ślady, spalił zwłoki. Ale w jakiż to sposób udało się przestępcy nałożyć ubranie na popioły ofiary zachowując przy tym nie tylko kształt ciała, ale i jego strukturę (popiół kości wewnątrz popiołu mięśni)? Poza tym, jak wiadomo, ludzkie ciało zgodnie ze swoim składem chemicznym nie jest łatwopalnym materiałem. W dwóch trzecich składa się z wody i substancji niepalnych. Aby je spalić, konieczne są specjalne warunki: temperatura powyżej 1000°C i czas mierzony godzinami. Nawet uderzenie pioruna nie jest w stanie spalić człowieka, a jedynie pozostawia opalone fragmenty. Tak więc stanowisko uczonych, traktujących zjawisko samospalenia, jako fantastykę, jest w pełni zrozumiałe.

Spójrzmy jednak na tę „fantastykę” pod innym kątem.

Co to jest spalanie? To chemiczna reakcja utleniania. Procesy utleniania w naszym organizmie (podtrzymujące temperaturę ciała na poziomie 36,6°C) różnią się od płomieni ogniska jedynie tym, że posiadają spowolnione tempo. A co, jeśli to tempo samoczynnie się zmieni? Aby to się stało możliwym, konieczny jest tylko jeden warunek: zmiana rzeczywistego biegu czasu.

A to już nie jest czystą fantastyką. Badacze jednego z instytutów pracujących na potrzeby badań kosmicznych podzielili się niektórymi wynikami badań. Wadim Czernobrow, wychowanek Moskiewskiego Instytutu Lotnictwa, jest przekonany, że wirujące masy, podobnie jak wirujące pole elektromagnetyczne, mogą realnie wpływać na bieg czasu. Ten efekt można zarejestrować nie tylko w laboratoriach, ale i w warunkach naturalnych. Na przykład tam, gdzie rzeki tworzą kręte zakola. Chronalne zaburzenia powstające w takich miejscach mogą więc być źródłem tych wszystkich zagadkowych z punktu widzenia zwykłej fizyki zjawisk.

czasCzarcie legowisko”, na przykład, znajduje się w zakolu koryta Wołgi. Piloci śmigłowców twierdzą, że za każdym razem, kiedy przelatują nad tym miejscem, silniki zaczynają im szwankować. Także kierowcy przejeżdżający obok „Czarciego legowiska” skarżą się zawsze na zakłócenia w pracy maszyn. Ale czyż może być inaczej w strefie czasowych anomalii, gdzie zmienia się prędkość spalania paliwa i inne fizyczne parametry?

Jest to oczywiście tylko hipoteza wymagająca dokładnego sprawdzenia, ale interesująca z tego względu, że może wyjaśnić wiele zagadek, w tym zjawisko „samospalenia” ludzi. Zaburzenie biegu czasu, chociaż wydaje się dosyć fantastyczne, jest opisywane przez ludzi, którzy znaleźli się w stresowych sytuacjach. Charakterystyczne jest opowiadanie żołnierza F. Fiłaczewa o tym, jak w czasie wojny ojczyźnianej wybuchł koło niego pocisk. Fiłaczew w ciągu ułamka sekundy przeżył kilka strasznych minut obserwując, jak w stalowym korpusie upadłego pocisku powstają ogniste szczeliny, topi się metal, jak powoli, „jakby we śnie”, rozlatują się odłamki… Opis zaobserwowanego w tajemniczy sposób zdarzenia jest całkowicie zgodny z wynikami sfilmowania tego procesu wiele lat później.

Podobne odczucia „rozciągania się” czasu przeżywali też niektórzy uczestnicy wypadków drogowych. Na przykład, dojazd i uderzenie samochodu jadącego z prędkością ponad 100 km/h w tył drugiego, który niespodziewanie usiłował włączyć się do ruchu, trwało, powiedzmy, 1-2 sekundy. Pasażer, który był świadkiem zdarzenia opowiadał, że wszystko działo się bardzo powoli: najpierw zobaczył zbliżające się wolno czerwone światła, potem nastąpił wstrząs, który odchylił go do przodu i w tej pozycji widział przelatujące powoli nad nim różne przedmioty – czapkę, gazety, plastikową butelkę. Następnie odchylił się do tyłu i trwał tak długi czas w zupełnej ciszy, którą przerwał dopiero kierowca pytając, czy wszyscy żyją.

Być może w każdym z nas rzeczywiście istnieje mechanizm zdolny nie tylko poddawać się biegowi czasu, ale też go regulować? A stres jest kluczem do tego mechanizmu? Jeśli założyć prawdziwość tej hipotezy, to zrozumiałymi stają się opowiadania o fenomenalnych zdolnościach człowieka – podnoszeniu ogromnych ciężarów, skoków na niezwykłe wysokości, albo o dziwnych zjawiskach, jak na przykład samospalenie.

Może w przyszłości ludzkość nauczy się panować nie tylko nad przestrzenią, ale i nad czasem. Na razie badania trwają.

Rating: 3.7/5. From 3 votes. Show votes.
Please wait...
Tagi: , , , , ,