Almaryk z BenePoczątki tej herezji sięgają XII lub początków XIII wieku i łączą się z działalnością Almaryka z Bene. Francuski duchowny i filozof pobierał nauki w Chartres i na Uniwersytecie Paryskim, a po przyjęciu święceń zaczął wykładać nauki wyzwolone – głównie logikę i teologię.

Niektóre przekazy mówią, że wpływy Almaryka sięgały nawet na dwór króla Filipa Augusta, co świadczy wręcz o jego pośrednim działaniu na sferę polityczną. Pomimo sporej popularności duchownego, Kościół nie był zachwycony jego praktykami. W końcu doszło do tego, że został on oficjalnie potępiony. Almaryk nigdy nie chciał odchodzić od Kościoła i mocno wierzył w trafność swoich tez filozoficznych. Kiedy stracił szacunek najważniejszej dla siebie instytucji, rozchorował się i zmarł, a jego uczniów rozpędzono, lub skazano na śmierć.

Dlaczego duchowny został tak okrutnie potraktowany?

Uważał, że dobro i zło jako takie nie istnieją, a wierni chcący dostąpić zbawienia, muszą kontynuować misję Jezusa. Zaprzeczył tym samym podstawowym dogmatom Kościoła, według którego podział jest jasny (każdy czyn można uznać za dobry lub zły), a Jezus uwolnił nas od grzechu pierworodnego, umierając na krzyżu. Potrzeba kontynuowania jego dzieła sugeruje, że działania Chrystusa były tylko wskazówką dla przyszłych pokoleń, ale właściwie nie miały większych skutków.

Logika Almaryka nie była jednak do końca błędna, ponieważ generalnie działał on według zasad Kościoła, a negował jedynie historię powstawania pewnych jego praw.

Bractwo Wolnego Ducha zrzeszało osoby, które tak, jak Almaryk zostały potępione, ponieważ forma ich wiary była zbyt osobliwa. Wyznawcy uznali, że bezwarunkowa miłość wobec Chrystusa ma być jedynym prawem, więc Dekalog nie jest tu w żadnym razie potrzebny. Normy moralne należało odrzucić.

Właściwie można powiedzieć, że poświęcenie Syna Bożego zostało tu wykorzystane jako pretekst do uznania samych siebie za osoby zdolne do uzyskania boskiej mocy – istoty stworzone na podobieństwo Boga, ale nie będące już zwykłymi tworami, a bardziej następcami.
heretycyHeretycy twierdzili, że biorąc przykład ze Zbawiciela i żyjąc jak on, mogą stać się istotami doskonałymi i bez grzechu. Boża łaska nie będzie im potrzebna, ponieważ to tryb życia i silna wiara są jedynymi warunkami koniecznymi do osiągnięcia doskonałości.

Dla Kościoła taka filozofia oznaczała, że heretycy wyrzekają się instytucji, uważając duchownych za wcale nie bardziej kompetentnych, niż zwykłe jednostki. Każdy przecież mógł żyć według konkretnych zasad. Nie potrzebował spowiedników, czy przewodnika duchowego. Średniowiecze było epoką, w której kler cieszył się szacunkiem i władzą, a jej siła zależała przede wszystkim od ilości wiernych, jak i datków wpływających do parafialnych skarbonek. Kościół dorobił się tak dużych wpływów, że często jego postępowanie nie było w żaden sposób kontrolowane. Przy tak wielkiej społeczności wykształcanie się pewnych odłamów było nieuniknione, ale starano się ograniczać ich ilość do minimum i tworzyć jak najgorsze opinie na ich temat wśród wiernego pospólstwa.

Członkowie Bractwa Wolnego Ducha uważali się za wyzwolonych. Żyli skromnie i unikali grzechu, więc ciężko byłoby ich publicznie potępiać nawet pomimo niezbyt ścisłego trzymania się kościelnej filozofii. Punktem zaczepienia dla bogobojnego kleru stały się praktyki obejmujące np. kazania wygłaszane nago. Średniowiecze chyba najbardziej ze wszystkich epok bało się cielesności…
Bractwo pokazywało więc ludziom drogę tak nieczystą, że już sama obserwacja – nawet przypadkowa – wydawała się niemoralna.
Po osiągnięciu upragnionego stanu doskonałego, człowiek oświecony mógł według heretyków używać życia we wszelkie możliwe sposoby i nie groziła mu za to żadna kara, ponieważ będąc czymś na kształt Boga, nie mógł już stracić swojej mocy.

Sam grzech był tu pojmowany w specyficzny sposób. Na przykład: całowanie kobiet uważano za grzech śmiertelny, ale akt seksualny był w porządku, ponieważ jest to coś zupełnie naturalnego. Teoretycznie można się z tym zgodzić, jeżeli priorytetem jest przetrwanie, jak w przypadku większości ziemskich ras, a nie osiągnięcie przy tym przyjemności, co występuje prawie wyłącznie u ludzi.

AdamitesDroga do oświecenia była długa i dość nieprzyjemna. Praktyki znano głównie w grupach begardów i beginek, czyli świeckich, którzy z własnej woli przystępowali do wspólnot żebraków i żyli, pokutując w drodze, oraz utrzymując się z jałmużny. Nie tolerowano żadnej władzy, poza samym sobą. Jak nietrudno się domyślić, członkowie Bractwa żyli raczej na uboczu i tam też odbywały się ich praktyki. Gdyby komuś przypadkiem wpadło do głowy zająć się nimi w miejscu publicznym, władze z dużym prawdopodobieństwem zajęłyby się nim nawet bez konsultacji z sędzią…

Gdyby w dzisiejszych czasach próbowano wskrzesić ten nietypowy „odłam”, miałby on niewiele większe szanse na przyjęcie się. W pewnym sensie popiera anarchię, czyli wciąż jest nie do końca zgodny z prawem, a (z czego nie zawsze zdajemy sobie sprawę) nasze czasy również zmuszają nas do wielkiej powściągliwości w sprawach cielesności (pomimo tego, że media bez przerwy nas nią obrzucają). Szczególnie widać to właśnie w naszym kraju.

Historię Bractwa warto jednak znać, ponieważ pokazuje między innymi, jak niewielka jest granica między prawem i bezprawiem w kwestiach duchowych. Można to też odnieść do innych życiowych sytuacji. Poza tym jest to mimo wszystko ciekawa filozofia i pewnie wiele osób wciąż byłoby ją w stanie uznać.

Rating: 4.8/5. From 4 votes. Show votes.
Please wait...