Ponad pół wieku temu senne miasteczko Warminster w hrabstwie West Wilthire stało się centrum niezwykłych wydarzeń, które zmieniły je na zawsze w „brytyjską stolicę UFO”. Wszystko zaczęło się od tajemniczych odgłosów o niewiarygodnym natężeniu, dochodzących z nieba. Towarzyszyło im uczucie ciśnienia takiej mocy, że nawet w domach ludzi zbijało z nóg.

Na ulicy upadek był nieunikniony. Dźwięk przypominał wycie albo ryk z nakładającym się hukiem. Tym, którzy znajdowali się w domach, wydawało się, że po dachu bije gigantyczny grad.

Pani Marjorie Bye była pierwszą osobą, której relacja trafiła na strony lokalnej gazety „Warminster Journal”. Gazeta wychodziła w nakładzie 4000 egzemplarzy – ilości wystarczającej dla miasta liczącego raptem 11000 mieszkańców. Pani Marjorie szła do kościoła, kiedy spadł na nią nieznośny dźwięk. Wydawało jej się, że dosłownie kilka kroków od niej startuje samolot odrzutowy. Niewidzialna siła zbiła ją z nóg na płyty chodnika i nadal uderzała. Chociaż fale uderzeniowe nie robiły wrażenia twardych, to jednak po paru sekundach szyja i kark całkiem jej zdrętwiały. Wkrótce wszystko się skończyło, ale kobieta długo dochodziła do siebie z trudem dowlókłszy się do kościoła.

Wiązki akustyczne

Dźwięk wywoływał uderzenia wąskimi wiązkami, obejmującymi obszar nie więcej niż jednego budynku albo fragmentu ulicy. Poszkodowani nie mogli uwierzyć, że sąsiedzi nie słyszeli strasznego huku. Dla ludzi „promień dźwiękowy” nie był zabójczy, ale małym zwierzętom źle się działo. Ptaki w klatkach padały martwe, koty z wrzaskiem zaszywały się w najdalsze kąty. Jeden kot w ogóle nie wylazł z kryjówki – gospodyni stwierdziła, że został sparaliżowany. Na podwórkach dotkniętych tajemniczym zjawiskiem znajdowano martwe myszy ze śladami opaleń, z nieba spadały ptaki. Kiedy je zbierano, okazywało się, że były już sztywne wbrew wszelkim prawom natury.

Początkowo mieszkańcy sądzili, że stali się ofiarami wojskowych eksperymentów; niedaleko znajdował się poligon. Wkrótce okazało się jednak, że wojskowi również bezradnie rozkładają ręce. Na koszary w jednostce wojskowej w Knook, położonej 6 km od Warminster, „promień dźwiękowy” uderzył w środku nocy. Sierżantowi wydało się, że coś zerwało komin i rozrzuciło po obozie. Wybiegł na plac, ale komin nad koszarami stał nienaruszony.

UFO ujawniło się

19 maja 1965 roku jedna z mieszkanek zobaczyła UFO na niebie nad Warminster, o czym powiadomiła lokalną gazetę. Dziennikarz Arthur Shutlewood opublikował jej opowiadanie i od tej pory jego życie mocno się skomplikowało.

„Telefon dosłownie urywał się od powiadomień zaniepokojonych ludzi, którzy obserwowali różne obiekty latające. Pod koniec maja i w początkach czerwca ja jeszcze śmiałem się z tych historii – wspominał kilka lat później – uważając je za nienadające się do druku. Mój sceptycyzm zaczął się kruszyć, kiedy doniesienia zaczęły płynąć również z sąsiednich hrabstw”.

UFO nad drzewamiOstateczny przełom w nastawieniu dziennikarza do UFO zdarzył się miesiąc potem. 19 czerwca inna mieszkanka miasta zobaczyła świecący obiekt, powoli lecący nad drzewami. Kobieta porównała go do wagonu kolejowego, tylko jego końce były nie płaskie, a zaokrąglone. I leciał nie prosto, ale bokiem. Na dole widać było olbrzymie okna, w których paliło się żółte światło. Tego dnia do Shuttlewood’a zadzwoniło jeszcze sześć osób, opisując osobliwy obiekt podobnymi słowami.

Wkrótce nastąpiły zdarzenia ściśle wiążące UFO z dźwiękowymi atakami. 10 sierpnia o godzinie 3:45 w nocy Rachel i jej mąż zostali przebudzeni przez głośny hałas. Nie zwracając uwagi na uczucie duszenie i wibracje poruszające cały dom, kobieta znalazła w sobie odwagę, aby dostać się do okna. Między dwoma sąsiednimi domami wisiał „jasny obiekt, świecący jak ogromna gwiazda”.

Mimo światła można było zauważyć, że składa się on z dwóch części – kopuły i korpusu. Kobieta nie odchodziła od okna, chociaż dźwięk sprawiał wrażenie, jakby jej głowę ściskała metalowa obręcz. Po kwadransie obiekt zniknął, a dźwięk momentalnie ustał.

Latem 1965 roku dźwiękowe ataki osiągnęły apogeum. 17 sierpnia mieszkańcy okolic Boreham zerwali się na nogi słysząc odgłos silnego wybuchu. Ziemia się zatrzęsła, w oknach powypadały szyby. Wybiegający na ulice ludzie zobaczyli „ogromne, pomarańczowe płomienie w kształcie gruszki albo żarówki”. Następnie płomień zgasł, zamieniwszy się w potężny kłąb dymu z pomarańczowym jądrem. Kiedy nisko lecący kłąb dotykał drzew albo wierzchołków wzgórz, słuchać było trzask i szum. W innych dzielnicach miasta ludzie spokojnie spali – dziwnym trafem odgłos wybuchu do nich nie dotarł.

Do miasta waliły tłumy ciekawskich z całego kraju. W miejskich barach, po raz pierwszy od czasów wojny, zabrakło napojów alkoholowych.

Goście z planety Aenstria

We wrześniu sytuacja stała się jeszcze bardziej gorąca. Teraz mieszkańcy widzieli nie tylko UFO, ale także humanoidów. Wśród naocznych świadków była dwudziestodwuletnia sekretarka Annabel Plaumann:

„Zostałam prawie oślepiona jasnym światłem – opowiadała. Silnik mojego samochodu zaczął przerywać, reflektory zamigały. Zobaczyłam ciemny aparat stojący w poprzek drogi. Potem jego światło rozeszło się po drodze, a silnik samochodu zgasł. Pierścień na aparacie zaczął się obracać, rozsypując czerwone i niebieskie iskry. Obiekt poszybował jak ptak i zniknął. W tym momencie zauważyłam dwóch ludzi na drodze. Nosili coś w rodzaju kominiarek osłaniających prawie całą twarz. Silnik wreszcie zapalił i pomknęłam do domu”.

AenstriaFarmerzy natykali się w tym czasie na kręgi wygniecionej roślinności podobne do znanych „kręgów na polach”. Bydło zaczynało nagle wariować, rzucając się do ucieczki i tratując na swojej drodze wszystkie płoty. A ludzi wyjeżdżających za miasto oczekiwał nowy typ koszmarów – nie wiadomo skąd pojawiał się jakiś człowiek i rzucał pod koła. Kierowcy wyraźnie czuli uderzenie i słyszeli chrzęst łamanych kości, samochód podrzucało, jakby przejeżdżał przez ciało. Kiedy jednak roztrzęsieni pasażerowie wychodzili z samochodu, żadnych ciał na drodze nie było, ani też śladów krwi na karoserii.

W tym czasie Arthur Shuttlewood nie tylko uwierzył w UFO ale i osobiście je widział. próbował zrobić zdjęcie, ale przeszkodził mu „paraliżujący promień”. A potem zaczęli do niego dzwonić sami Przybysze. „Chociaż, jako realista, nadal uważam, że zagadkowe telefony były przywidzeniem, to muszę przyznać, że w ich treści było sporo sensu” – przyznał dziennikarz. Próby wyśledzenia, skąd pochodzą telefony, nie dały rezultatu. Osobliwe postaci przedstawiały się jako mieszkańcy planety Aenstria, krążącej wokół gwiazdy Mirach (Beta Andromedae).

Z początkiem 1969 roku fala obserwacji UFO opadła, a dźwiękowe ataki ustały. Tym niemniej ufolodzy nadal przyjeżdżają do miasta, licząc na spotkanie z „talerzem”. Władze miasta, zapomniawszy o dawnych strachach, aktywnie wspierają turystykę związaną z tajemniczymi zdarzeniami sprzed 50 lat. Należy oczekiwać, że Warminster odwiedzą nie tylko ziemscy turyści, ale też ponownie goście z dalekiej Aenstrii.

Rating: 4.5/5. From 2 votes. Show votes.
Please wait...
Może zainteresuje cię również: