Dwa Paranormalne Przypadki, Które Przekonały Sceptyków

Informacje o zjawiskach paranormalnych zawsze wywołują spory między tymi, którzy uważają, że są one prawdziwe i tymi, którzy próbują zdemaskować je, jako oszustwo. Niektórzy ludzie wierzą, że niezwykłe przypadki miały miejsce w rzeczywistości bez względu na to, jakie przeciwko nim są wysuwane zarzuty. Ich przeciwnicy twierdzą natomiast, że zjawiska paranormalne nie istnieją i odrzucają wszelkie dowody świadczące, że jest inaczej. Wielu mądrych i ciekawych świata ludzi znajduje się gdzieś pośrodku tych dwóch skrajności.

Rozpatrzymy dwa przypadki, kiedy zagorzali sceptycy i demaskatorzy przekonali się na własnej skórze, że zdarzają się na tym świecie tajemnicze zjawiska wywołujące u każdego dreszcz emocji. Chociaż nie można też zaprzeczyć, że bywają celowe oszustwa albo przypadki, dla których można znaleźć zwyczajne wytłumaczenie.

Więcej, niż „po prostu przypadek”

Michael ShermerDoktor Michael Shermer (ur. 8 września 1954 w Glendale, w Kaliforni) jest historykiem nauki, założycielem i wydawcą czasopisma „Skeptic”, dyrektorem wykonawczym Stowarzyszenia Sceptyków (The Skeptics Society), autorem wielu publikacji poświęconych głównie badaniu i podważaniu paranormalnych i nadnaturalnych zjawisk. M. Shermer pisze również felietony dla Scientific American.

Napisał on w swojej kolumnie 16 września 2007 roku o doświadczeniu, który doprowadziło go do następującego wniosku: „Nie powinniśmy zamykać drzwi postrzegania, kiedy nieoczekiwanie otwiera się dla nas dziwny i tajemniczy świat”.

Przed planowanym weselem rzeczy Michaela Shermera zostały wysłane z Niemiec do Stanów Zjednoczonych, a wśród nich znajdował się tranzystorowy radioodbiornik z 1978 roku, należący do dziadka jego narzeczonej. Ona bardzo kochała swojego dziadka, który zmarł, kiedy miała 16 lat. Radio milczało przez dziesięciolecia, a Shermer w żaden sposób nie mógł go naprawić.

RadioodbiornikTrzy miesiące później wzięli ślub. Żona Shermera czuła się osamotniona w obcym kraju i tęskniła za krewnymi, którzy pozostali w Niemczech, a zwłaszcza za dziadkiem, który – gdyby żył – poprowadziłby ją do ołtarza. Podchodząc do tylnej części domu nowożeńcy usłyszeli nagle piękną muzykę, pieśń o miłości.

Pilnie starali się odnaleźć źródło muzyki. Nagle żona Shermera, tknięta przeczuciem, z niepokojem spojrzała na niego i powiedziała: „Ja myślę, że to on”. To był rzeczywiście radioodbiornik leżący w szufladzie stołu. „Mój dziadek jest tutaj z nami, – powiedziała ze łzami w oczach – wcale nie jestem sama.” Radio nie przestawało grać przez całą weselną noc. „Ciekawe, że odbiornik przestał działać następnego dnia i milczy do tej pory” – napisał Shermer.

Przekonywające medium

Teraz zajmiemy się innym niezwykłym przypadkiem z udziałem medium Leonory Piper (1857-1950).

Doktor David Fontana (1934-2010), brytyjski psycholog i pisarz, prezes Towarzystwa Badań Psychicznych interesował się badaniem zjawisk paranormalnych a zwłaszcza fenomenem medium. Tenże David Fontana wypowiedział w dokumentalnym filmie słowa: „Prawdziwe gwiazdy pojawiają się dosyć rzadko. Pani Piper stanowi tutaj z pewnością najlepszy przykład, jako że jej seanse były badane przez znanych i ostrożnych w wyciąganiu wniosków specjalistów”.

Richard HodgsonPrawdziwym zaskoczeniem może być natomiast ocena tego medium przez badacza i zdecydowanego przeciwnika parapsychologii Richarda Hodgsona. Profesor Hodgson (1855-1905), wykładowca m.in. na Uniwersytecie Cambridge, był znanym demaskatorem duchowych mediów w czasie, gdy seanse spirytystyczne były bardzo w modzie. Miał on kiedyś powiedzieć: „Prawie wszystkie profesjonalne media, to banda pospolitych oszustów, którzy dogadali się ze sobą”. Rozgłos przyniósł mu znany „Hodgson Report”, który demaskuje słynne medium Helenę Pietrownę Bławtaską i mocno obciąża Towarzystwo Teozoficzne.

Obserwując jednak setki seansów Leonory Piper w Bostonie ten zdeklarowany sceptyk przyznał:

„Szczerze mówiąc, zbliżyłem się do pani Piper 12 lat temu z zamiarem jej zdemaskowania. Wszedłem do jej domu, jako głęboki materialista, niewierzący w życie po śmierci. Teraz wierzę. Prawda została mi przedstawiona w taki sposób, aby wykluczyć wątpliwości.”

Zanim do tego doszło, Richard Hodgson zastosował wszelkie możliwe środki, aby wykluczyć jakąkolwiek możliwość oszustwa ze strony pani Piper. W ciągu długiego czasu wynajęty przez niego prywatny detektyw śledził kobietę w nadziei odkrycia czegoś podejrzanego. Doktor Hodgson zabraniał jej czytania świeżych gazet, a uczestników seansów nazywał pseudonimami. Wyznaczał spotkania zaimprowizowane, aby medium nie miało sposobności z kimkolwiek się porozumieć. Wynik był niezmienny: Leonora Piper, zdając się na podpowiedzi „duchów”, głosem albo poprzez pismo, za każdym razem informowała obecnych o najbardziej nieoczekiwanych detalach (zarówno istotnych, jak i całkiem błahych) z ich przeszłości.

Leonora PiperMimo wszystko doktor Hodgson nie tracił wciąż nadziei na zdemaskowanie swojej „podopiecznej”. Zdecydował, że łatwiej będzie to uczynić wyrywając medium ze znanego środowiska i wywożąc do obcego kraju. W listopadzie 1889 roku Leonora Piper po raz pierwszy w życiu przyjechała do wielkiej Brytanii. Zamieszkała w rezydencji Frederica Myers’a w Cambridge. Myers osobiście zadbał o to, aby służący pochodzili z wiejskich miejscowości i nie znali nikogo z gości, a tych ostatnich dobierał sam, zachowując ich anonimowość. Pod ścisłą kontrolą, w okresie od listopada 1889 do lutego 1890 roku, pani Piper odbyła 88 seansów i za każdym razem czymś zaskakiwała obecnych. Już na pierwszym seansie z udziałem znajomego Myersa, sir Olivera Lodge, medium doskonale dokładnie opisała wygląd jego zmarłego wujka, cioci i dziecka, przedstawiając liczne szczegóły z ich życia o charakterze osobistym.

W 1890 roku artykuł sir O. Lodge został opublikowany z przedmową F. Myers’a, który zakończył go słowami:

„Wiele z przedstawionych nam faktów nie mogłoby być zdobytych nawet przez najlepszych detektywów. Pozyskanie innych – nawet jeśli w ogóle możliwe, wymagałoby takich nakładów czasu i pieniędzy, jakimi pani Piper z pewnością nie dysponuje. Jej zachowanie nie dało nam żadnych podstaw, aby podejrzewać ją o oszustwo.”

Cóż, jak widać, nawet najzagorzalsi sceptycy zmieniają czasem swoje zdanie – jak mawiali starożytni Rzymianie: contra factum nullum argumentum.

Rating: 4.0/5. From 5 votes. Show votes.
Please wait...
Tagi: ,