Przypadek Travisa Waltona – człowieka, który przeżył w 1975 roku porwanie przez UFO, jest uważany przez specjalistów za jeden z najbardziej wiarygodnych. To, co zdarzyło się w Apache-Sitgreaves National Forest w stanie Arizona, w pobliżu miasta Heber, potwierdzili niezależni obserwatorzy.

Zdarzenie podczas wyrębu lasu

Piątego listopada 1975 roku do godziny 18:00 robotnicy leśni pod kierownictwem Mike’a Rogersa pracowali przy wycinaniu drzew i krzewów. Po długim dniu pracy (ze względu na opóźnienie w realizacji zadań umowy, pracowali oni od rana przez 12 godzin) z niecierpliwością czekali na powrót do domu, marzyli o odpoczynku. Kiedy wsiedli do służbowej furgonetki, ktoś zauważył światło poprzez gałęzie drzew. Inni też zobaczyli dziwne świecenie i zawołali do kierowcy, aby podjechał bliżej. Przejechali drogą pośród sosen i zatrzymali się na polanie. Przekonali się teraz, że światło pochodziło nie od zachodzącego słońca, reflektorów samochodowych albo jakiegoś wielkiego ogniska, ale od wiszącego w powietrzu statku nieziemskiego pochodzenia.

Travis Walton porwanie przez UFOŚwiadkowie opisali później, że był to świecący dysk, który zawisł na wysokości 4,5-6 metrów nad zwałami ściętych przez nich drzew, gałęzi i krzewów w odległości kilkudziesięciu metrów od samochodu. UFO był podwójnie wypukły, o średnicy około 6 metrów i wysokości 2,5 metra. Na jego powierzchni znajdowały się ciemne, srebrzyste pasy, tworzące jakąś figurę geometryczną. Na styku dwóch stożków korpusu przechodziła krawędź w formie pierścienia.

Rogers zgasił silnik, a kiedy Walton otworzył drzwi, ktoś cicho powiedział: „To jest UFO”.

Po kilku latach Walton napisał: „Bałem się, że talerz nagle odleci i będę całe życie żałować, że nie zaspokoiłem swojej ciekawości. Szybko wysiadłem z samochodu i pobiegłem w stronę statku.”

Travis Walton biegnąc słyszał chrzęst mechanizmów (?) dochodzący z wnętrza „talerza”. Wydawało mu się, że kąpie się w żółtawym świetle wychodzącym obiektu. Nagle poczuł silne drganie powietrza wokół statku. Ten zaczął wirować wokół swojej osi, zwiększając wciąż prędkość. Walton przykucnął, próbując skryć się za stosem drewna leżącego w pobliżu.

Co zdarzyło się potem, Walton już nie widział. Uznał, że pora wracać do samochodu, ale kiedy zaczął się podnosić, trącił go promień światła. Poczuł uderzenie, został jakby sparaliżowany i odrzucony na kilka stóp w powietrze. Stracił świadomość.

Opowiadano mu później, że jakaś niewidzialna siła oderwała go od ziemi, ciało wygięło się do tyłu, ręce i nogi wyprostowały się. Przeleciawszy ze trzy metry, upadł na kamieniste podłoże.

Zaginięcie i poszukiwania Travisa Waltona

Travis Walton UFO DrwalPierwszą myślą pozostałych w samochodzie mężczyzn było odjechać jak najdalej od tego niebezpiecznego miejsca. Poczucie solidarności z kolegą wzięło jednak górę i Rogers gwałtownie zawrócił, omal nie wbijając się w drzewo i zatrzymał samochód. Wszyscy wyszli na zewnątrz, zastanawiając się, co dalej robić. Ktoś powiedział, że Travis na pewno nie żyje, ktoś inny uważał, że powinni iść koledze na pomoc. Rogers zauważył na tle nieba szybko oddalający się obiekt. Domyślił się, że to ten sam „talerz” i był zaskoczony, jak gwałtownie nabiera prędkości. Zaczęli szukać Waltona, ale ten zginął bez śladu. Sprzeczali się usiłując określić miejsce, gdzie widzieli kolegę po raz ostatni. Byli śmiertelnie przerażeni tym, co widzieli, a zwłaszcza zniknięciem Waltona. Teraz bali się nawet widoku księżyca. Ostatecznie doszli do wniosku, że trzeba powiadomić miejscowe władze.

Zadzwonili do biura szeryfa, zastali na miejscu jego pomocnika, Chucka Ellisona i powiadomili go, że Travis Walton zaginął, a być może nie żyje. Ellison, nie patrząc na gęstniejący mrok, zebrał grupę poszukiwawczą. Poszukiwania trwały cały następny dzień, ale żadnych śladów nie udało się znaleźć. Ze względu na nalegania brata Waltona, Duane’a, akcję poszukiwawczą przedłużono. Zaangażowano śmigłowiec, policję konną i samochody terenowe, Travisa jednak nie odnaleziono.

W kolejne dni policjanci przesłuchiwali drwali, podejrzewając ich o zabójstwo Waltona. Ci jednak uparcie powtarzali swoją wersję wydarzeń i twierdzili, że nie są niczemu winni.

W nocy 11 listopada w domu siostry zaginionego Travisa zadzwonił telefon. Kobieta podniosła słuchawkę i ku swemu ogromnemu zaskoczeniu usłyszała w niej głos brata. Mówił chaotycznie i mało zrozumiale, ale dotarło do niej, że brat znajduje się na wyjeździe ze Snowflake, około 19 km od domu. Mąż kobiety wsiadł w samochód i pojechał na wskazane miejsce. W pobliżu budki telefonicznej zauważył człowieka, który siedział na ziemi. To był Travis Walton.

Gdzie przez 5 dni przebywał zaginiony Walton?    

Chociaż Travis zaginął przed pięciu dniami, jemu wydawało się, że tajemnicze wydarzenia trwały nie dłużej niż dwie godziny. Kiedy powiedziano mu, że był nieobecny pięć dni i nocy, był bardzo zaskoczony.

Opowiadał, że 5 listopada ocknął się w jakimś pomieszczeniu, podobnym do sali szpitalnej. Powietrze było wilgotne i nieświeże, ciężko było mu oddychać. Na jego wołania pojawiło się trzech humanoidów o wzroście około półtora metra z dużymi, bezwłosymi głowami i ogromnymi oczami. Ubranych w luźne, pomarańczowe stroje.Obcy i Travis Walton

Jak zapamiętał Travis, mieli oni po pięć palców u rąk, ale bez paznokci. Obcy wydawali się być wątłej konstrukcji o miękkiej skórze, podobnej do tkaniny. Mężczyzna zerwał się na nogi i zaczął krzyczeć. Popchnął jednego z Obcych tak, że ten zderzył się z innym. Byli oni bardzo lekcy. Schwycił z półki rurę, która wyglądała, jak ze szkła i próbował ją rozbić. Nie udało się, więc zaczął nią wymachiwać. Obcy trzymali się z dala od niego, a wreszcie opuścili pomieszczenie.

Walton podszedł do drzwi – zwykłej wysokości, prostokątnych z zaokrąglonymi rogami. Wybiegł z pokoju i ruszył dalej w dół, po schodach. Otworzył drzwi do innego pomieszczenia. Zauważył, że ta sala była okrągła, a poprzez sufit widać było gwiazdy (albo takie było oświetlenie). Miał wrażenie, że znajduje się w przestrzeni kosmicznej. W centrum pomieszczenia znajdował się metalowy fotel z wysokim oparciem. Ostrożnie podszedł do fotela, usiadł i nacisnął dźwignię na lewej poręczy. Wtedy gwiazdy na suficie poruszyły się. Puścił dźwignię i gwiazdy przestały się obracać. Z guzikami na prawej poręczy nie odważył się eksperymentować. Wstał, obszedł pokój dookoła i wtedy usłyszał jakiś dźwięk. W drzwiach zobaczył mężczyznę w niebieskim kombinezonie. Wyglądał, jak zwykły człowiek, tylko na głowie miał dziwny przezroczysty hełm z materiału przypominającego pianę. Próbował go zagadnąć ale tamten tylko się uśmiechał. Gestem wezwał do siebie Travisa i wziął go za rękę. Razem poszli na koniec statku i znaleźli się w hangarze, gdzie stał UFO.

Obejrzał go dokładnie z zewnątrz i doszedł do wniosku, że jest dokładnie taki sam, jak ten, którego widział z kolegami w lesie. Dalej stały jeszcze trzy albo cztery latające dyski.

Razem z Obcym przecięli mały plac i weszli do pokoiku, gdzie siedziało dwóch mężczyzn i kobieta, ubranych tak, jak jego przewodnik, tylko bez hełmów na głowach. Obcy w hełmie oddalił się i pozostała trójka zaczęła najwyraźniej badać Waltona. Wzięli go pod ręce i podprowadzili do stołu, na którym gestami kazali mu się położyć. Odmówił i próbował się uwolnić. Siłą położono go na plecach i nałożono maskę, w rodzaju maski tlenowej. Chciał ją zerwać, ale nie dał rady i stracił świadomość.

Wszyscy, którzy spotykali Waltona po porwaniu zauważali, że bardzo schudł. Jak się okazało, miało to głębsze znaczenie. Ponieważ Travis wyglądał na bardzo wyczerpanego, brat postanowił, że koniecznie trzeba pokazać go lekarzowi. Ale nie miejscowemu, bo tutaj wszyscy go znali, tylko nieznajomemu w Phoenix. Lekarze zbadawszy Travisa nie znaleźli w jego stanie zdrowia niczego niepokojącego z wyjątkiem małej, o średnicy ok. 2 mm plamki na prawym przedramieniu, która była wyraźnie śladem po zastrzyku. Dokonali za to bardzo ważnego odkrycia: analiza moczu wykazała całkowity brak octanu. W organizmie każdego człowieka, który w ciągu 24-48 godzin nie otrzymuje odpowiedniego pożywienia, zaczyna się rozkład własnych komórek tłuszczowych, w wyniku czego w moczu zaczynają się pojawiać ketony. Brak ketonów w moczu przy utracie kilku kilogramów masy ciała trudno wyjaśnić. Chyba że Obcy w jakiś sposób go karmili.

Hipotezy, hipotezy…

Sceptycy wątpiący w prawdziwość opowieści Travisa Waltona byli przekonani, że całą tę historię z porwaniem przez UFO sam sobie pięknie wymyślił. Były też inne hipotezy:

  • Według szeryfa było to początkowo morderstwo dokonane przez kolegów Travisa, a zgłoszenie jego rzekomego porwania miało stanowić dla nich alibi. Ta wersja wydarzeń szybko upadła, ponieważ domniemana ofiara zbrodni pojawiła się cała i zdrowa.
  • Nie dając za wygraną, szeryf zaczął podejrzewać Waltona o oszustwo. Mimo iż badania na wariografie dały wynik pozytywny dla podejrzanego, szeryf wyznaczył poważną nagrodę pieniężną (5000 $) dla drwala, który przyzna się do współudziału w mistyfikacji. Niestety, wszystkich sześciu kolegów Travisa podtrzymało swoje zeznania i nadal twierdziło, że został on porwany przez UFO.
  • Ktoś wysunął przypuszczenie, że drwale, którzy rzekomo widzieli porwanie swojego kolegi, ulegli masowej halucynacji. Jest to dosyć ryzykowne twierdzenie, ponieważ trudno sobie wyobrazić, aby sześciu osobom przywidziało się dokładnie to samo w najdrobniejszych szczegółach.
  • Inni badacze dopuszczali możliwość, że Walton został porażony piorunem. W takim wypadku mógł bez świadomości przeleżeć pięć dni w lesie, a grupy poszukiwawcze po prostu go nie zauważyły. Coś takiego jest jednak absolutnie nieprawdopodobne, ponieważ każdy organizm pozbawiony jedzenia i picia przez pięć dni i nocy w niskich temperaturach musiałby mocno ucierpieć. Młody drwal nie wykazywał jednak po odnalezieniu żadnych oznak wyczerpania i odwodnienia organizmu, ani też hipotermii.
  • Po uderzeniu pioruna Travis mógł czasowo postradać pamięć. Błądził po lesie albo mieszkał w jakimś motelu, stopniowo dochodząc do siebie. Tyle tylko, że chłopak nie miał przy sobie ani grosza, a na dodatek jego zdjęcie bez przerwy pokazywali w telewizji – trudno byłoby w jego sytuacji wynająć pokój w motelu.

Krótko mówiąc, porwanie Travisa Waltona przez Obcych po dziś dzień pozostaje zagadką. Wszyscy drwale przez dziesiątki lat ani razu nie zwątpili w fakt, że widzieli UFO, który porwał ich kolegę. Także główny świadek w żadnym szczególe nie zmienił swojej pierwotnej wersji wydarzeń. Być może dopiero przed śmiercią, podczas ostatniej spowiedzi, powie całą prawdę. Ale i wówczas świat niczego się dowie, bo przecież spowiednika obowiązuje tajemnica spowiedzi…  

Źródło: 1
Rating: 4.8/5. From 6 votes. Show votes.
Please wait...
Tagi: , ,