Przypadki nawiedzeń kojarzymy zwykle z duchami pod postacią widm, dziwnych odgłosów lub opętań. Duchy są dla większości z nas niematerialnymi osobami, więc czymś, co można usłyszeć, czy zobaczyć tak, jak zwykłego człowieka. Nie wszyscy wiedzą, że istnieją też mniej standardowe zjawiska. Krwawiące domy, to właśnie jedno z nich. Bardzo często powód okazuje się logiczny i prosty (chociaż niekoniecznie przyjemny dla właścicieli domu), ale bywa i tak, że nawet po całej serii dziwnych zajść nie jesteśmy w stanie ich wytłumaczyć, ani odnaleźć źródła.

Historię tego typu znamy chociażby z Izbicy leżącej na trasie Lublin-Zamość. Stojący tam budynek pochodzi z lat 80′ ubiegłego wieku. Obecnie jest on już w niezbyt dobrym stanie i pozostaje niezamieszkany od dość dawna. Być może dom nie zwracałby na siebie uwagi i niszczałby w spokoju, gdyby nie zaczęły się tu dziać dziwne i niewytłumaczalne rzeczy…

Ale przyjrzyjmy się najpierw historiom na jego temat, krążącym po okolicy:

Jedna z nich mówi, że mieszkała tu kobieta, która na skutek urojeń lub innych problemów psychicznych, zamordowała własne dzieci. Po fakcie, kiedy już dotarło do niej, co zrobiła, przerażona kobieta popełniła samobójstwo.

Motywy związane ze śmiercią dzieci pojawiają się w historii domu bardzo często. Jedna z wersji mówi nawet, że na skutek wypadku, pewnego malca wmurowano w fundamenty budowli, grzebiąc go żywcem…

Czy którakolwiek z tych historii jest prawdziwa? Nie wiadomo. Cokolwiek się wydarzyło, od tego czasu pojawia się wiele relacji na temat „zachowań” domu – część opinii mówi, że to właśnie sam budynek w jakiś sposób odczuwa cierpienie swoich byłych mieszkańców i nie pozwala okolicy o nim zapomnieć. A może to nie sam dom jest nawiedzony?

nawiedzony dom na trasie Lublin-ZamośćW czasie II Wojny Światowej w Izbicy znajdowało się getto tranzytowe. Ludność żydowska była tu przywożona, a dalej – zabierana do obozów lub w inne miejsca, o których jawnie i oficjalnie się nie mówiło. Przed 1939 rokiem mieszkali tu prawie wyłącznie ortodoksyjni Żydzi, więc uznano Izbice za odpowiednie miejsce do czasowego zasiedlania. Kiedy zaczęto sprowadzać ich coraz więcej, zaczął się prawdziwy terror.

Poza ciągłym strachem przed wywozem i jego wiadomych konsekwencjach, pojawiły się również inne problemy – chociażby przeludnienie, którego skutkiem był brak możliwości utrzymania higieny oraz epidemie tyfusu. Ludzie tłoczyli się w domach. Byli nieustannie nadzorowani, ale nie tylko… Z relacji żyjących jeszcze byłych mieszkańców Izbicy dowiadujemy się też, że gestapowcy „pilnujący porządku” na ulicach, codziennie mordowali po kilka losowo wybranych osób nawet, jeżeli te spały w domach, nie naruszając żadnych zasad. Ciężko powiedzieć, jak wielu Żydów zginęło w Izbicy podczas Wojny, jednak już same oficjalne egzekucje objęły ok. 4500 osób.

Być może krew spływająca po ścianach nawiedzonego domu, to nie ślady po jego mieszkańcach, jak zwykle się uważa. Może to właśnie symbol krwi przelanej przez hitlerowskich żołnierzy?

W oknach budynku stoją obrazki świętych, które mają prawdopodobnie chronić to miejsce przed złymi duchami. Wydaje się, że święci „zezwalają” na nawiedzenia. Może w takim razie w ten właśnie sposób oddają hołd ofiarom?

Cięższy do wytłumaczenia jest przypadek z Atlanty. W roku 1987 przeprowadzono tu śledztwo, które miało wykazać skąd wzięła się krew w domku dwojga staruszków – Minnie Clyde i Williama Winstonów. Zaczęło się od tego, że pewnego wieczora kobieta zauważyła czerwoną substancję na podłodze łazienki. Domyślając się, czym owa substancja jest, obudziła śpiącego męża i wspólnie podjęli próbę wyjaśnienia dziwnej sprawy. Jak się okazało – plamy w łazience nie były jedynymi.

krwawiace czasyPo wezwaniu policji, małżeństwo oprowadziło funkcjonariuszy po domu, pokazując liczne ślady rozbryzgów na podłodze i ścianach, zarówno w mieszkaniu, jak i w piwnicy. Widok był naprawdę makabryczny – zupełnie, jakby popełniono tu kilka brutalnych morderstw. Oczywiście staruszkowie nie mieli o żadnym z nich pojęcia. Nie mówiąc już o tym, że nie byli to ludzie w pełni sił (William musiał codziennie poddawać się dializie nerek, więc był mocno osłabiony) i ciężko byłoby ich oskarżyć o popełnienie zbrodni…

Małżeństwo również nie nosiło na sobie żadnych śladów po zranieniach. Zresztą, jak się później okazało – oboje mieli inną grupę krwi, niż właściciel tej spływającej po ścianach. Minnie i William wynajmowali dom od 22 lat. Nie posiadali zwierząt, ani nigdy nie widzieli w nim szkodników. A nawet gdyby – badana krew była niewątpliwie ludzka.

Nie znaleziono żadnego ciała, chociaż na początku potraktowano sprawę, jak kryminalną. Sprawdzono cały dom tak, żeby mieć pewność, że nic nie uchowa się przed wzrokiem funkcjonariuszy.

Sceptycy twierdzą, że cała sprawa była jednym wielkim fałszerstwem, przygotowanym przez staruszków lub ich córkę pracującą w szpitalu, więc mającą dostęp do krwi. Czy faktycznie? Niestety nigdy nie udało się tego potwierdzić. Oficjalnie kojarzono krew z przestępstwem, ale z racji braku zwłok, pozostawiono sprawę nierozwiązaną. Incydent już nigdy się nie powtórzył.

A staruszkowie? Minnie, która zwykle reprezentowała tu rodzinę podczas wywiadów z prasą wydawała się bardzo spokojna. Jak twierdziła – skoro nie było zwłok, nie należało na siłę szukać powodów do zmartwień i zapomnieć o całej sprawie. W tym momencie dużo większym problemem były dla niej wizyty ciekawskich dziennikarzy…

krew na scianachLepiej poszło z wytłumaczeniem problemu domu z Oklahomy. Thomas Kennedy – właściciel jednego z mieszkań – twierdził, że krew (w niewielkiej, jak na te historie ilości) powoli, ale nieprzerwanie spływała ze ściany i chociaż mężczyzna wycierał ją, niewiele to dało, ponieważ cieczy wciąż przybywało. Zdesperowany Kennedy zdecydował się poprosić o pomoc.

Zaraz po przybyciu, policja sprawdziła, czym dziwny płyn jest, ostatecznie potwierdzając obawy lokatora. Oczywiście zdecydowano się również sprawdzić źródło, co nie zajęło wiele czasu. Był nim zmarły sąsiad z wyższego piętra. Chociaż zgon nastąpił w sposób naturalny, denat upadł na podłogę, a uderzenie głowy o twardą posadzkę skutkowało krwotokiem.

Kennedy wraz z rodziną został czasowo usunięty z domu, żeby można było doprowadzić go do ładu i odpowiednio zająć się zwłokami, ale nawet kiedy po incydencie nie było już śladów, lokatorzy zdecydowali się na wyprowadzkę i nigdy nie wrócili do starego mieszkania.

Niezależnie od źródła ciężko się spodziewać, żeby świadkowie zjawiska krwawiących ścian po doświadczeniu go, żyli jak dotąd. Jest to dla nich tym straszniejsze, że dom zwykle kojarzy nam się z bezpieczeństwem. Jeżeli nagle zaczynają się w nim dziać rzeczy niewytłumaczalne i dziwne – dokąd możemy uciec, żeby się schować?

Rating: 5.0/5. From 3 votes. Show votes.
Please wait...
Może zainteresuje cię również: