Zamek Paloczaj

Zamek w Niedzicy

W 1589 roku, baron Jerzy Paloczaj przybył do Niedzicy i kupił tamtejszy zamek (do dzisiaj jest on zresztą otwarty dla turystów i zachował się w całkiem dobrym stanie) razem z kilkoma otaczającymi go wsiami.
Którejś nocy, podczas spaceru, zauważył na swoim terenie kobietę – tańczącą lub podskakującą w dziwny sposób. Jak się później okazało – czarownicę (w niektórych wersjach legendy była to cyganka).
Oznajmiła ona, że w ziemi zasadzony jest magiczny dąb, od stanu którego zależała będzie ciągłość całej linii Horvath-Paloczaj.

Głosy czarownicy i barona stały się donośne i poddani, stróżujący na zamku Paloczaja, usłyszeli rozmowę, w której kobieta przypomniała władcy o obietnicy, którą niegdyś złożył i o jej konsekwencjach. Według podpisanej dawniej umowy, dziedzictwo zamku miało przechodzić tylko po linii męskiej. Czarownica zagroziła, że jeżeli kiedyś na tron wstąpi kobieta, wody przepływającego w pobliżu zamku Dunajca zaczną wzbierać, otoczą go i po jakimś czasie zatopią.

Przepowiednia nie musiała się spełnić, jeżeli w odpowiednim czasie do Niedzicy przybyłby człowiek zdolny do odczynienia klątwy. Nie było to jednak takie proste, jak się wydawało. Na wędrowca czekały liczne niebezpieczeństwa: wilki, źli ludzie, oraz zaraza panosząca się w tych czasach. Chociaż świat szybko się rozwijał, nie były to łatwe czasy.

Baron był człowiekiem zabobonnym. Nakazał stale pilnować miejsca zasadzenia dębu, a kiedy drzewo wyrosło, dbał o nie, jak mógł. Następne pokolenia również nie zaniedbywały swojego obowiązku.
Z czasem, członków rodziny było coraz więcej i linia Paloczajów rosła w siłę. Niestety – pomimo kupowania coraz to nowszych ziem, na każdego młodego dziedzica przypadał coraz mniejszy majątek. A szlachta lubiła przecież wystawne życie…

W końcu zamek wraz z częścią ziem poszedł pod zastaw. Przejęła go rodzina Joanellich.
Dobrobyt na zamku trwał dalej, aż do momentu, kiedy postanowiono (pomimo ostrzeżeń przedstawicieli rodziny Paloczajów) pozbyć się magicznego dębu. Jednym z najmocniejszych argumentów był fakt, że drzewo kojarzono z poprzednimi właścicielami zamku, którzy widocznie nie cieszyli się dobrą sławą. Wycięcie go byłoby więc symbolem ostatecznego wygnania ich z dawnej posiadłości.
Elżbieta – potomkini Jerzego Paloczaja, a żona Józefa z Joanellich – robiła, co mogła, żeby ochronić drzewo. Niestety wyrok został wydany. W dniu, na który wyznaczono ścięcie, kobieta wymknęła się z zamku i przybiegła błagać dąb o przebaczenie.

Nie wiadomo, czy to za sprawą drzewa, czy przypadku, na ścieżce biegnącej obok, pojawiła się nieznajoma staruszka. Przedstawiła się, jako wnuczka czarownicy Ziuli – konkretnie tej, która zasadziła dąb lata temu. Kobieta uspokoiła Paloczajównę.
Co działo się później, ciężko powiedzieć. Mąż Elżbiety zmarł zaraz po spotkaniu kobiet – być może wskutek ich współpracy. Wdowa odziedziczyła zamek, a dąb wciąż rósł bezpieczny. Co więcej – zamek nie zatonął.

Oczywiście, to jeszcze nie koniec historii.
Po latach, zamek przejął Aleksander Paloczaj. Nie był typem domatora. Często podróżował i korzystał z życia w wielu krajach. Odbiło się to na zdrowiu magicznego dębu. Drzewo marniało. Jego gałęzie schły, a liście rosły coraz rzadsze.
Majątek Aleksandra również podupadał. Należące do niego tereny zaczęły nękać konflikty i zarazy.
Kiedy władca po długiej nieobecności wrócił, kazał zrobić wszystko, żeby dąb wrócił do dawnego stanu. Udało się to częściowo, więc sytuacja poprawiła się.

Baron umarł młodo, zostawiając tylko jednego syna. Syna, którego podróżnicze geny były jeszcze silniejsze, niż u ojca. Nietrudno się domyśleć, jak źle wpłynęło to na drzewo i tereny należące do dziedzica. Poddani wysyłali za władcą swoich przedstawicieli, którzy na klęczkach błagali o jego powrót.

Chociaż młody baron nie wierzył w magię, uznał za stosowne doprowadzić żywy pomnik historii rodziny do dobrego stanu. Tym razem nie poszło tak dobrze, jak wcześniej. Drzewo umierało.
Okolice zaczęła atakować cholera, oraz zepsucie. Baron nie widział już szans dla ojcowizny. Wyjechał.
Było to ok. 1840 roku, a w 1950, w uschnięte drzewo uderzył piorun, zwalając je na ziemię. Wygląda na to, że przepowiednia wypełniła się do końca.

Drzewa życia

Magiczny Dąb

Dąb Poloczajów

W czasach pogańskich, drzewa często były otaczane czcią. Zamieszkiwały w nich duchy, więc niszczenie konarów, czy gałęzi nie było dozwolone w wielu kręgach, a jeżeli faktycznie trzeba było ściąć drzewo, należało najpierw poprosić ducha o opuszczenie go.
Istniały też drzewa życia – odpowiedzialne za ciągłość rodu, lub dobrobyt osady, do której należały.
Bardzo o nie dbano, ponieważ wierzono, że każda krzywda wyrządzona drzewu niosłaby ze sobą ludzkie nieszczęście – biedę, chorobę, lub nawet śmierć.

Dąb symbolizuje długowieczność i siłę. Motyw żołędzi występuje w herbach rycerskich, jako symbol sławy i szlachectwa. Drzewo świetnie pasowało więc do rodziny zamożnej i rządzącej silną ręką. Taką zresztą chciała się ona widzieć, przez co tym bardziej dbała o święty dąb.
Właściwie, można by się zastanawiać, czy czarownica faktycznie rzuciła urok, czy może była po prostu inteligentną kobietą, która chciała uwolnić lud od nieszczególnie lubianego rodu. Paloczajowie, którzy uwierzyli w moc drzewa mogli przecież dać się wodzić za nos i wszelkie wydarzenia na zamku wiązać z przepowiednią.
Ostatni z rodu – Aleksander – wyraźnie zaniedbał swoje obowiązki. Drzewo było tylko najbardziej widocznym wskaźnikiem tego.

Legenda nie jest tylko historią magicznego drzewa. Zawiera wiele symboli i nawiązań do czasów rządów Paloczajów. Należy pamiętać, że to, jak dany okres jest przedstawiany w historii, nie do końca odzwierciedla jego całokształt. Historię piszą głównie wyższe kasty. Dąb Paloczajów symbolizował wszystkich poddanych i tereny pod rządami rodu. Być może historia została pierwszy raz opowiedziana przez kogoś, kto dostrzegł biedę pospólstwa i chciał, żeby dowiedział się o niej każdy, kto dotąd nie dostrzegał ludzi z niższych warstw?

Foto: 1 2
Rating: 5.0/5. From 2 votes. Show votes.
Please wait...
Tagi: , ,