Fani horrorów zazwyczaj doceniają produkcje pochodzące z Kraju Kwitnącej Wiśni. Filmy te często są polecane przez koneserów, ponieważ uświadamiają nam strach, o którym nie mieliśmy dotąd pojęcia. Kiedy na ekrany kin wszedł „The Ring”, z recenzji nie wynikało przecież, że seans tak mocno wpłynie na psychikę widzów. Bo co takiego może nam zaoferować dziewczynka wychodzącą ze studni?

Przekonaliśmy się jednak, że Japończycy znają się na strachu. Kiedy zagłębimy się trochę w ich wierzenia, zobaczymy, skąd ta wiedza się wzięła.

Chodzi tu głównie o istoty nazywane „yōkai”, czyli demony. Pod tą nazwą kryją się byty nadnaturalne, żyjące na granicy świata żywych i świata bogów. Nie wszystkie są szkodliwe. Część pełni tylko role pośredników między ludźmi i bogami. Z pozostałymi lepiej nie mieć do czynienia.yokai demony

Przekazy o yōkai pochodzą przede wszystkim z ludowych historii przekazywanych ustnie. Istnieją dwie główne teorie ich powstania:

-Yanagita Kunio (badacz folkloru) twierdził, że demony wywodziły się od upadłych bóstw
-Komatsu Kazuhiko opierając się na treści starożytnych kronik, stworzył teorię mówiącą, że yōkai powstały z jakiejś złej energii, lub magii, istniejącej niezależnie od shintoistycznych bóstw

Na wierzenia japońskie złożyło się wiele elementów różnych kultur. Sam kraj leży przecież w bliskiej okolicy jednego z trzech punktów rozwoju pierwszych cywilizacji. Jego historia jest nie tylko długa, ale również pełna wojen i przemian kulturowych. Nawet obecnie nie jest to przecież kraj jednej religii. Wierzenia wciąż mocno się mieszają i przejmują od siebie pewne elementy.
Demonów jest pełno. Podejmowano już próby usystematyzowania ich, ale jest to bardzo ciężkie, chociażby z racji niepewnego pochodzenia gatunków.

Demony i ludzie

Zakłada się, że yōkai żyją w świecie, który w przeciwieństwie do tego należącego do zwykłych duchów, może łączyć się ze światem ludzi. Demony są w stanie pokazywać się nam, a nawet mogą przybrać jedną z trzech form: ludzką, półludzką, lub nieludzką, czyli np. objawić się jako zwierzę, lub magiczny przedmiot.
Charakterystyczne dla japońskich demonów jest to, że w przeciwieństwie do chociażby naszych słowiańskich stworzeń, mogą zachowywać się najpierw agresywnie, a później przyjaźnie (i na odwrót) wobec ludzi. W naszej religii – czy to chrześcijańskiej, czy pogańskiej – raczej tego nie spotykamy. Lubimy prostsze rozwiązania: anioły są dobre, diabły złe. Niektóre stworzenia co prawda kuszą nieostrożne osoby, ale od początku mają złe zamiary, więc ciężko je uznać za przyjazne.

yokaiPośród yōkai możemy znaleźć kilka rodzajów, które wydadzą nam się znajome. Są to np. tzw. „oni”, czyli wspomniane powyżej diabły. Na początku nazwa określała dużo szerszą grupę, ale w miarę, jak język się rozwijał, zawężała się ona do istot piekielnych, oraz tych zamieszkujących góry i lasy. W naszej tradycji wygląda to podobnie. Polskie diabły również szczególnie upodobały sobie góry (tam miały uczestniczyć w sabatach czarownic). Z japońskimi odpowiednikami łączą je też dwa rogi na głowie – widocznie jest to obowiązkowy atrybut diabła. Oni są raczej złośliwe. Nie wszystkie kradną dusze, czy opętują ludzi, ale z reguły należy się po nich spodziewać przynajmniej drobnych złośliwości.

Na temat oni chodziły też dość makabryczne plotki. Jedna z nich mówi, że niektóre diabły zjadają ludzi. Mogą to robić za pomocą jednego kłapnięcia zębami lub w mniej estetyczny sposób, jak chociażby w tej legendzie:
Pewnego razu niewielka grupka dziewcząt spacerowała w pobliżu cesarskiego pałacu. Do jednej z nich podszedł przystojny nieznajomy. Nawiązał rozmowę. Para pozostała w tyle. Chwilę później, kiedy pozostałe dziewczęta odwróciły się, chcąc sprawdzić, jak rozwija się nowa znajomość, zobaczyły tylko porozrzucane szczątki pozbawione głowy. Mężczyzna zniknął bez śladu.

Na szczęście Japończycy mają też dobre demony. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby po świecie chodziły same złe diabły…

Te pozytywne legendy opowiadają m.in. o „małych bohaterach”. Pierwsze skojarzenie, jakie nam się tu nasuwa, to bajka o Calineczce. Małe demony mają tylko kilka centymetrów wzrostu i rodzą się w dość nietypowy sposób – legenda jednego z nich, Issuna mówi, że chłopiec wyszedł z ranki na spuchniętym palcu matki. Żądny przygód Liliput, opuścił rodzinny dom i wyruszył w świat. Poznał tam dziewczynkę, którą udało mu się ochronić przed demonami (atakował ich oczy, kłując je igłą, którą nosił zamiast miecza). Jeden z nich uciekając, porzucił magiczny młotek. Issun wziął go i został przemieniony w mężczyznę o ludzkich rozmiarach, po czym ożenił się z uratowaną przyjaciółką.

MomotaroInnym przykładem odważnego liliputa jest Momotarō – chłopiec, który wyszedł z brzoskwini. Jego historia jest właściwie podobna do poprzedniej. Również tu mamy walkę ze złymi oni oraz szczęśliwą wygraną. Legendy służą udowodnieniu, że nawet najmniejsza istota jest w stanie zdziałać wielkie rzeczy. Przekaz bardzo pasuje do japońskiej mentalności, według której nikogo nie wolno lekceważyć. Zwłaszcza jeżeli chodzi o przeciwników. Możemy to zaobserwować na turniejach sztuk walk, gdzie spotykają się najróżniejsze grupy wiekowe. Nikt nie może tam liczyć na ulgowe traktowanie. Walka jest walką. I często bywa tak, że wygrywa właśnie osoba, po której nikt nie spodziewał się sukcesu – z powodu jej niewielkiego wzrostu, lub młodego wieku.

Japońska mitologia jest bardzo ciekawa i potrzeba sporo czasu, żeby poznać przynajmniej jej podstawy. Demony są tylko niewielkim procentem całości, ale dzięki swojej różnorodności dają pewien pogląd na to, jak niesamowita musiała być mentalność twórców tych legend. Oby te historie nigdy nie zostały zapomniane…

Rating: 5.0/5. From 2 votes. Show votes.
Please wait...
Tagi: , , , ,